Kompletując moją wakacyjną kosmetyczkę nie mogło jej zabraknąć – mgiełki do twarzy. Podczas upałów nawet nasza skóra potrzebuje orzeźwienia a ja mogę przyznać szczerze, jestem już uzależniona od efektu chłodnej bryzy na skórze. Jednak mgiełka to nie tylko ochłodzenie, ale kompleks dodatkowych witamin i dobrych składników odżywczych.

Ostatnio na półkach pojawiły się maski do twarzy z Garniera Aqua Bomb, które poza tym, że skład jest naprawdę paskudny to nie zrobiła mojej skórze nic złego. Jednak już więcej nie kupię ani jednej tej maseczki. Nie wniosły nic specjalnego w mojej pielęgnacji i już jako osoba testująca tak wiele maseczek mogę powiedzieć, że znam lepsze :p

 

Wody termalne, szugnitowa i mgiełki :

  • ochładzają w upale dając komfort
  • dostarczają składników odżywczych i ochronnych skórze
  • nawilżają, łagodzą opuchliznę, łagodzą skórę
  • przedłużają trwałość makijażu
  • można ich  używać w zastępstwie toniku
  • niwelują odkształcenia skóry podczas snu

 

Jednak pojawił się kolejny produkt z tej serii a mi akurat potrzebna była mgiełka. Dałam się ponieść i wpadłam w zakupowy szał i tak oto dzięki temu powstanie recenzja mgiełki Aqua Bomb.

 

 

 

 

pojemność: 75 ml

koszt: 25,99 zł

dostępność: różne drogerie

zapach: duszący

konsystencja: spray

 

 

Zazwyczaj mgiełka występuje w sprayu lub w opakowaniu z dyfuzorem (poniżej zdjęcie wody szugnitowej właśnie w tym opakowaniu). Spray jest znacznie przyjemniejszy, tworzy taką delikatną bryzę, chmurkę a ona delikatnie osiada na naszej skórze. Jednak jeśli chodzi o mgiełki do twarzy to dawno nie widziałam takiej pomyłki produkcyjnej jak mgiełka z Garniera. Dałam szansę tej serii, ale mgiełka także mnie zawiodła.

Skład jest napakowany taką chemią, że nie chciałabym stać koło tego a co dopiero nakładać sobie tego na twarz…

 

Już po pierwszej próbie użycia mój pokój opanowała dziwna biała chmura o dość specyficznym duszącym zapachu.

Tak, zrobiłam próbę na twarz, nawet pryskając z odległości wskazanej na opakowaniu, na mojej twarzy pojawiła się tak jakby spieniona woda. Zazwyczaj woda jest bezbarwna nawet kiedy już ją aplikujemy, jednak nie w tym przypadku.

Garnier nie stworzył mgiełki, ale coś w rodzaju kremu w sprayu. Można zastosować ten produkt przed makijażem (zawiera też filtr SPF 30), ale nie radzę używać go w celu odświeżenia skóry i makijażu. Zostawia białe smugi.

Najgorszy jest tan zapach, naprawdę nikomu nie polecam i zaraz po tej recenzji, biegnę wyrzucić ją do kosza. Moim zdaniem kompletnie źle wykonany produkt, chociaż sama myśl była dobra. Wydaje mi się, że w drogerii mgiełki do twarzy i wody termalne nie są zbyt powszechne, już szybciej dostać je można w aptece.

W aptece kupiłam także wodę szugnitową, która ma zastosowanie podobne jak mgiełki.

 

Koszt 15 zł za 200 ml

 

Szugnit to kamień, minerał, który zawsze obecny jest na dnie buteleczki. Szugnit to rodzaj węgla o troszkę innej budowie, co przypisuje mu zdolności zdrowotne i lecznicze.

Szugnit w kosmetyce to bardzo silny antyoksydant, regeneruje komórki i normalizuje ich metabolizm. Łagodzi choroby alergiczne i zwiększa odporność na stres i jego skutki na skórze.

 

Woda ta spełnia wszystkie wymienione na samym początku funkcje, jakie spełniać powinna. Jedyne co mi przeszkadza to ten dyfuzor. Spray jest delikatniejszy.

 

Po aplikacji twarz jest odświeżona, nawilżona a makijaż trzyma się dużo dłużej 🙂

 

 

Woda szugnitowa już mi się skończyła a ja chyba po raz kolejny lecę kupić wodę termalną z Vichy 🙂

trzymajcie się, buziaki!

Udostępnij: